DTA w Smolcu – czyli siedziba w starym magazynie kryjącym tajemnice…

Dawny magazyn zbożowy – to właśnie tę funkcję pełnił budynek, w którym w tej chwili mieści się siedziba DTA w Smolcu. Ostatnio tajemniczą historię opowiedzieli nam pochodzący stąd pracownicy. Przeczytajcie!

Późnym wieczorem wiele lat temu jedna z młodych smolczanek wracała ul. Lipową w Smolcu ze spotkania z przyjaciółką. W drodze do domu przechodziła obok dawnego magazynu zbożowego, gdy nagle zaniepokoił ją dochodzący z wnętrza dźwięk rzucanego o ziemię pęku łańcuchów. Najbardziej przerażający był jednak fakt, że była w tym momencie sama, bez śladu żywej duszy w okolicy. Gdy opowiadała o tym przyjaciołom okazało się, że nie jedyna tego doświadczyła. Dziwne odgłosy dochodzące z magazynu słyszeli również inni mieszkańcy Smolca.

Kilka lat później dziewczyna wyszła za mąż, wkrótce urodziła dzieci, wiele lat później została babcią. Kolejnym pokoleniom rodziny opowiadała o tym miejscu. Pewnego dnia jej ciekawy świata wnuczek, wraz z przyjaciółmi postanowił dostać się do tajemniczego budynku i rozwiązać zagadkę tajemniczych łańcuchów. Po dostaniu się do środka, wnętrze nie odkryło przed nimi niczego ciekawego. Ich uwadze nie umknęło jednak miejsce pod poziomem „0”. W środku znajdowały się silniki do zsypów z dużymi ślimakami oraz kilka tunelu do nich prowadzących. Na końcu jednego z nich, zaraz za bocznym wejściem, które jednocześnie wychodziło na ul. Główną, leżał pęk połączonych ze sobą łańcuchów. Przytwierdzono je w 3 miejscach do drewnianych belek pod podłogą. Zbieracze złomu zdemontowali potem te silniki i owe łańcuchy. Jedynym śladem po nich są haki, do których je mocowano.

Kolejne lata mijały. Bohater tej opowieści obudził się pewnego pięknego wakacyjnego dnia i postanowił spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Umówili się pod magazynem, a czekając na nich zza pleców usłyszał dziwny dźwięk, jakby ktoś dmuchał pod kątem w butelkę. Zlekceważył to przeświadczenie, zrzucając je na wiatr. Po chwili, gdy dołączył do niego jeden z przyjaciół, zaczęli rozmawiać. Dźwięk dobiegł tym razem uszu ich obu, przy czym tym razem było bezwietrznie. Obaj zaczęli się nad tym mocno zastanawiać, a dźwięk bardzo wyraźnie wydobywał się z wnętrz magazynu. Gdy dołączył do nich trzeci kolega, postanowili zdemaskować – jak uznali – żartownisia, który wciąż nie dołączył na spotkanie.

Przed wyprawą do środka przezornie zaopatrzyli się w kij od miotły oraz kamień i „uzbrojeni” w tej sposób weszli do środka. Przypilnowali, by prócz ich samych w środku nie było nikogo. Przeczesywali każdy skrawek tego budynku. Na czterech piętrach nie było nikogo. Sprawdzając kolejne metry używali policyjnego slangu, stwierdzając, że wszędzie jest „czysto”. Wchodząc na 5 poziom, wydało im się, że jest podobnie, ale gdy odwrócili się w stronę wyjścia ku własnemu przerażeniu usłyszeli bardzo głośne pukanie w drewno!

Dziś wspominają to tak, że tempo ich ucieczki pozwoliłoby na pozostawienie w tyle samego Usaina Bolta! Po wybiegnięciu z magazynu udali się w stronę stadniny koni na ul. Lipowej. Idąc wzdłuż torów, w stronę dworca PKP gorączkowo rozprawiali o tym co lub kto mógł być w środku. W końcu doszli do wniosku, że na pewno był to ich czwarty kolega, którego  wcześniej o to podejrzewali. Bo jakże inaczej mogłoby być…

Jednak ku ich zdziwieniu brakujące ogniwo ich „paczki” zobaczyli po krótkiej chwili – szedł ku nim od strony dworca. Po chwili powiedział, że właśnie wraca znad stawu, gdzie spędził cały dzień. Co więcej – jego wersję wydarzeń potwierdziło wiele innych osób.

W DTA łańcuchów już nie ma, ale zdarza się, że o poranku słychać dźwięk przypominający dmuchanie pod kątem w butelkę. A może to jedynie wiatr…

Sprawdźcie sami jaka jest prawda i poczujcie historię tego miejsca – serdecznie zapraszamy do naszego biura i do współpracy z nami!